poniedziałek, 18 listopada 2013

DŁUGO WYCZEKIWANY POST- Jak to było u mnie z ĆWICZENIAMI ?! ;)

Witam Was wszystkich serdecznie. ;* 
W końcu nadszedł ten moment na który wszyscy tak długo czekaliście.. 
Na prawdę bardzo Was przepraszam, że zwlekałam z tym wpisem tak długo. 
 Dlaczego... ? 
Bo musiałam przemyśleć sobie jak to wszystko streścić w kilku słowach, żeby to nie była tylko i wyłącznie sucha "pogadanka" na temat ćwiczeń i aktywnego stylu życia, a streszczenie mojej historii- zbioru chwil lepszych i gorszych które oczywiście także się zdarzały. 
I to oczywiście w sposób przyjemny, obrazujący to wszystko dokładnie, a co najważniejsze- sposób być może dzięki któremu ktoś zmieni swoje życie na lepsze.

Jak to wszystko się zaczęło ? 
"Wtedy" od długiego czasu wagę omijałam szerokim łukiem..
No tak.. wagę udało mi się omijać, jednak lustra już nie.. 
W końcu odważyłam się na ważenie wiedziałam że nie jest dobrze, ale nie sądziłam, że aż tak.
Jaki był wyniki?  - o zgrozo- 75kg.  ( wzrost 165). 
Stanęłam przed lustrem w bieliźnie. 
Wtedy doznałam jeszcze większego szoku, niż po "zmierzeniu się" z wagą.
Były łzy, gniew, wyrzuty sumienia. 
Tylko do kogo ? DO SAMEJ SIEBIE. 
Właśnie do takiego stanu doprowadziło wpierdzielanie wszystkiego co tylko było pod ręką, bez jakichkolwiek granic rozsądku (chodzi i o porcje i o porę dnia-albo właściwie nocy), siedzący tryb życia, ciągła jazda autem- nawet do sklepu do którego było 10 min drogi... 
Wiem, że zdjęcia przemawiają najlepiej, dlatego je załączam. 


Kiedyś postanowiłam, że nie będę dodawałam zdjęć "w całości" 
Jednak kilkukrotnie spotkałam się z zarzutem, że "to niemożliwe" , że "jestem fejkiem" 
Dlatego łamię tę zasadę- zdjęcie przedstawiające mnie wtedy "w całej okazałości" ... 


Dobra.. post miał być o ćwiczeniach, jak zwykle zboczyłam z tematu. 
Pewnie zastanawiacie się czy od razu zaczęłam być maniakiem sportowym..
Oczywiście, że NIE !  :)
Przyznaję, że pierwsze 10 kg  spadło po odstawieniu słodyczy, smażonych rzeczy, białego pieczywa, napoi gazowanych i tych wszystkich fast-foodowych rzeczy od których przedtem byłam uzależniona. 
Oczywiście na ten efekt złożyła się drobna zmiana nawyków związana właśnie z ruchem. 
Wystarczyło zamienić windę na schody, schody ruchome na schody zwykłe, dorzucić do tego spacery do sklepu- zamiast jazdę wszędzie autem...
Gdy zobaczyłam, że to zaczyna działać zmobilizowałam się.
Widziałam że spada parę centymetrów tu i ówdzie więc jeszcze większą wagę przywiązywałam do tego co jem i zaczęłam zwracać uwagę także na aktywność...
Pomyślicie, że jestem nie normalna, ale gdy tylko mogłam ruszałam się. 
Gdy zmywałam podłogę mopa zamieniłam na szmatkę.
Gdy zmywałam naczynia kręciłam biodrami i robiłam jakieś takie dziwne ruchy.. 
Gdy leciała muzyka podskakiwałam, tańczyłam.. 
Rodzice patrzyli na mnie i kręcili głową z nie dowierzaniem.. 
Przyszedł czas na to, że dałam się wyciągnąć na aerobik. Nie powiem- łatwo nie było, ale tak ciężko jak do tej pory też nie !!  :)  
Przedtem gdy weszłam po schodach na 3 piętro oddechu nie mogłam złapać, a teraz po 1,5 godzinie aerobiku tak się czułam.. 
Poczułam w sobie jakiś przypływ energii. 
Że to co do tej pory nie sprawiało mi żadnej przyjemności staje się moim priorytetem. 
Do tego dorzuciłam twister-  kupiłam chyba w Tesco za śmieszne pieniądze- 20zł ? 
Kupiłam go ze względu na to, że największy problem miałam z "bokami.."
Znajomi zaczęli zauważać zmiany. 

Wybrałam się po raz pierwszy od długiego czasu na basen. 
Zauważyłam, że zadyszka jest co raz to mniejsza, że mam coraz więcej siły. 
Postanowiłam porzucić długie i szybkie spacery i zacząć biegać. 
Najpierw krótkie dystanse w swoim tempie.
15 kg temu przebiegnięcie 100 metrów graniczyło z cudem.
Nogi bolały wtedy strasznie, kolana wysiadały. 
Ale teraz było już dużo, dużo lepiej !  
2 razy w tygodniu basen, 2 razy w tygodniu bieganie ... 
 Biegałam, a właściwie to truchtałam sobie po  0.5 godzinki początkowo, później wydłużałam ren czas..
Zmiany były coraz bardziej zauważalne. 

Komplementy, które zaczęły się sypać w moim kierunku dodawały sił do walki. 
Mobilizowały mnie w 100%. 
Przyszedł dzień w którym zdecydowałam się iść na siłownię.
Początkowo było ciężko.
Ale opłacało się !!  
Pewnie zastanawiacie się jak wyglądały moje początki na siłowni.. 
Gdy po raz pierwszy dopadłam się do orbitera wytrzymałam na nim 10 minut. 
No tak...forma i kondycja jeszcze nie powalała na kolana :P 
Później pedałowałam na rowerku ok. 30 min- to o dziwo nie było nazbyt męczące. ;)
Stanęłam na bieżni- początkowo ją znienawidziłam, z czasem pokochałam.. 
Później ćwiczenia rozciągające i masażer. 
Postanowiłam wykupić karnet. 
Na początek 2 razy w tygodniu, z czasem 2 razy nie wystarczyły- 3 musiały być. :) 
I właśnie tak jak wcześniej wspomniałam.. 
Na siłowni trzymam się zasad: 
1. Rozgrzewka na orbiterze,
2. Rowerek stacjonarny, 
3. Bieżnia,
4. Ćwiczenia na maszynach typowo na brzuch,
5. Ćwiczenia rozciągające i masażer. 
( Czas tych ćwiczeń wydłużał się wraz z czasem uczęszczania na siłownię). 
Łapcie tak dla urozmaicenia parę fotek z siłowni... ;)


Ruch stał się moim uzależnieniem, dlatego do siłowni doszły ćwiczenia w domu.. 
Początkowo Skalpel Chodakowskiej, później nieco zmodyfikowałam ten zestaw.. 
Mel B na brzuch i pośladki. 
W domu ćwiczyłam codziennie, sprawiało mi to ogromna radość- zwłaszcza, że czułam się o niebo lepiej ! 


Jakie efekty osiągnęłam ? 
W tym roku na wakacjach w końcu czułam się atrakcyjna.
Chcecie zdjęcia ? Proszę bardzo... ;) 
 Wakacje 2013









Miało być krótko.. Jak zwykle nie wyszło. 
PODSUMOWUJĄC: NIGDY NIE JEST ZA PÓŹNO, ABY ZMIENIĆ CAŁE SWOJE ŻYCIE.
Gdyby rok temu ktoś mi powiedział, że będę wyglądała tak jak teraz i będę czuła się dobrze sama ze sobą- na pewno nie uwierzyłabym mu i wzięłabym go za kogoś, komu brakuje kilku klepek.

Tak na koniec.. 
Zdjęcie porównawcze brzucha- bo to z nim miałam największy problem.

Mam nadzieję, że kogoś ten wpis zmotywuje. 
Baaa....że ktoś w ogóle dotarł do końca.. 
Od dziś codziennie na moim blogu będą się pojawiały wpisy- tylko muszę wiedzieć, że jesteście ze mną. ;* 
PS: od dzisiaj na Wasze pytania będę systematycznie odpowiadała w komentarzach pod nimi... ;)  ;*

Wasza Victoria. ;*

22 komentarze:

  1. Doczekałam Się <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to się mówi.. ? Lepiej późno, niż wcale ;)
      Następnym razem zdradź chociaż swoje imię, abym wiedziała z kim koresponduję Anonimie ;)

      Usuń
    2. O nawet nie spodziewałam się ze odpiszesz..
      Dziękuje Ci ze dodałaś ten post czekałam na to od samego początku, zaglądałam na blog prawie 2-3 razy dziennie w oczekiwaniu na jakikolwiek wpis.. :)
      Anonimowy- Milena :)

      Usuń
    3. W takim razie bardzo mi miło Mileno. ;) ;*
      Przepraszam, że trwało to, aż tak długo, ale zawsze coś wypadło... ;/

      Usuń
    4. Dobrze Rozumiem.. ale mam pytanie.. Teraz już po wielkiej przemianie jak jest z odżywianiem?? nadal unikasz słodyczy fas foodów białego pieczywa makaronów itp.. ?
      M.

      Usuń
    5. Powiem Ci szczerze, że właśnie chyba mi podsunęłaś temat kolejnego posta.. ;) Jak wiadomo ze zdrowym trybem życia- bo właśnie taki prowadzę- (ja się nie odchudzam ! ;) ) wiąże się kilka hmmm... rzeczy ? Które trzeba wyeliminować raz na zawsze i nie wolno do nich powracać, bo wtedy cała nasza praca byłaby bez sensu... ;) Dlatego jest lista takich rzeczy, po które nie sięgam- ale wcale nie jest mi z tym ciężko, bo zastępuje je zamiennikami, które są zdecydowanie bardziej wartościowe. ;)

      Usuń
    6. Mhm.. :) To ja poproszę jeszcze o uwzględnieniu zamienników w następnym poście! :D
      M.

      Usuń
  2. Szok... Jesteś mega laską :) Najbardziej zaskakuje zmiana w nogach. Sama mam z nimi największy problem. Muszę pokochać ruch tak jak Ty. Ciężko będzie, ale jak widzę, że Tobie się udało to ja też mogę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo... ;) Możemy o wiele więcej niż nam się wydaje.. ;) Trzymam za Ciebie kciuki ! :* Powodzenia. ;*

      Usuń
  3. Fantastyczna przemiana! U mnie cięzko ostatnio ze ćwiczeniami, bo jestem w trakcie przeprowadzki, ale dzisiaj sobie wskoczę na orbitreka;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. jejku dziewczyno motywujesz:) jak to dobrze, ze od dzisiaj zaczęłam akcję "miesiac bez słodyczy" i juz wytrzymalam 1 dzien :) a Ty dodalas mi jeszcze bardziej kopa w tyłek:) dziekuje pozdrawiam kochana :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja zaczynam właśnie zdrowo się odżywiać :) Mogłabyś zrobić post o przykładowym jadłospisie.Byłoby to bardzo pomocne! :) Zaczęłam tańczyć zumbę w domu.Na razie 30 min. Po jakimś czasie chcę dołożyć mel b.Czy sama zumba wystarczy,by schudnąć? No i jeszcze jedno :) Może polecisz mi jakąś stronkę z dietetycznymi przepisami?
    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  7. Dotrwałam do końca :D Gratuluję przemiany, pięknie wyglądasz. Powinnaś być z siebie mega dumna :)) Ja swoją walkę rozpoczęłam w sierpniu tego roku, i po kilu miesiącach stwierdzam, że warto mimo, że jeszcze sporo pracy przede mną. Jak w głowie rodzi się jakiś plan najlepiej od razu rozpocząć jego realizację, bo później staje się to coraz bardziej trudne :)
    Czekam na kolejne posty :))

    OdpowiedzUsuń
  8. Jesteś niesamowita :) Teraz wyglądasz świetnie, ale domyślam się ile musiało Cię to kosztować. Jednak jak widać, wszystko jest do zrobienia - trzeba tylko znaleźć w sobie siłę i motywację. Prześlij mi jakiegoś kopniaka motywującego żebym i ja w końcu ruszyła swoje cztery litery.. :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratulacje. Niesamowita przemiana, ktora zmotywowała mnie do pracy nad sobą ;) Zrobiłaś kawał dobrej roboty. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Gratulacje, piękna przemiana! Umieszczam Cię na liście moich inspiracji i motywacji, bo jak widać: Chcieć to móc! :) Trzymaj tak dalej!

    OdpowiedzUsuń
  11. Gratuluję ! <3
    Dodałaś mi wiele słów otuchy. Też zaczynam ćwiczenia. Już 5 dzień diety i ćwiczeń i czuję się wspaniale tym bardziej że brzuszek lekko spadł. (już od dawna nie jadłam słodyczy, fast foodów, białego pieczywa. ) Trzymam kciuki w dalszej Twojej pracy :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Normalnie podziwiam! Od dziś jesteś moim guru hehe :) Także od dziś zaczynam zdrowy tryb życia. Mam podobne wymiary do tych, które miałaś, z tym że ja jestem po dwóch porodach - wiem brzmi to jak wymówka i dlatego właśnie chcę z tym coś ostatecznie zrobić. Miałam już kilka takich zrywów, ale dłużej niż tydzień nie wytrzymywałam, teraz za to chcę wszystko wdrożyć małymi krokami a nie od razu rzucać się na głęboką wodę. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Jeśli tutaj jesteś- zostaw coś po sobie.. ;)
Dziękuję za każdy komentarz, który utwierdza mnie w przekonaniu, że to co robię nie idzie na marne. ;*
PS: Na Twojego bloga także z wielka chęcią zajrzę. ;)